poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wąż widzi inaczej

Jako ludzie postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość za pomocą pięciu zmysłów. Obrazy odbierane poprzez umieszczone z przodu głowy receptory światła, przetwarzane później przez mózg, nazywamy wzrokiem. Odbiór wibracji powietrza rejestrowany przez narządy umiejscowione po bokach głowy nazywamy słuchem. Receptory wewnątrz ust, odbierające bodźce chemiczne, odpowiadają za smak, receptory w nosie za zapach, zaś receptory na skórze za czucie. 

Żaden z tych zmysłów nie znajduje się w miejscu położenia receptorów. Każdy z nich znajduje się w mózgu. To właśnie mózg odpowiada za przyjmowanie i przetwarzanie docierających do niego sygnałów. Ich interpretacja zależy od wielu czynników. 

Jednym z nich jest pamięć genetyczna, warunkująca taki, a nie inny odbiór pewnych bodźców. Pewne zdarzenia czy przedmioty muszą wywoływać określone reakcje jak np. strach czy podniecenie, dla zapewnienia nam przetrwania. Odbiór innych z kolei w dużej mierze uzależniony jest od programowania przez środowisko. Truizmem jest stwierdzenie, że każdy postrzega świat inaczej. Fakt, że posiadamy w większości taki sam zestaw receptorów pozwala zachować pewne ramy, w których odbiór jest jednakowy dla każdego człowieka. Są to jednak ramy mocno elastyczne, gdy wziąć pod uwagę indywidualne cechy, predyspozycje oraz wychowanie poszczególnych osób. 

Przykładem niech będzie tu bagaż emocjonalny związany z danym, postrzeganym przez nas, obiektem. Każda osoba widzi go inaczej. U jednej osoby stół w salonie wywoływał będzie skojarzenia pozytywne, wiązał się będzie z posiłkami w gronie rodziny i dostatkiem, u innej z biedą i odbywającymi się przy nim libacjami. Jednemu kolor czerwony kojarzy się ze świętami i Mikołajem, a drugiemu z krwią na chodniku. To oczywiście duże uproszczenie, jako że reakcje emocjonalne nie wywierają na postrzeganie wpływu zasadniczego. Wprowadzają jednak zniekształcenia i programy regulujące nasze życie i nasz odbiór rzeczywistości. 

Gdzie znajdują się widziane przez nas obiekty? Przede wszystkim w naszych głowach. Czy ich struktura, kolor, zapach czy dźwięki jakie wydają są czymś obiektywnym i jednakowym dla wszystkich? Nie. Czy wiemy jakie rzeczy są w istocie? Znamy ich obrazy wytwarzane w naszych mózgach na rzecz umożliwienia nam egzystencji na tym ziemskim padole, jednak ich rzeczywistość, w oderwaniu od naszego postrzegania, jest ze wszech miar wątpliwa. 

Nie tylko nasze oprogramowanie warunkuje to, jak doświadczamy otoczenia, nasze bieżące stany emocjonalne również. Nastrój wpływa na obraz świata. Jest to wpływ przejściowy i powierzchowny, jednak tak samo jak i nasze zakodowane, wewnętrzne skojarzenia, obrazuje płynność naszego odbioru rzeczywistości. 

Wydaje nam się, że nasze zmysły są czymś oczywistym, że to, co za ich pomocą oglądamy jest jedyną rzeczywistością. Żyjemy w przekonaniu, że świat wokół jest czymś zewnętrznym. Tymczasem jest on w nas, jest obrazem naszych umysłów zamkniętych w klatce nawyku i programu. Skąd mamy pewność, że granice postrzegania, wyznaczone dla nas przez nasze zmysły, są granicami ostatecznymi? Kto nam tak powiedział? Być może poza spektrum światła widzialnego przez nasze oczy, istnieją inne zjawiska, inne światy, ukryte w podczerwieni lub nadfiolecie? Istnienie niesłyszalnego jest przecież oczywiste. Wystarczy włączyć radio, by się o tym przekonać. Otoczeni jesteśmy falami radowymi, których nasze zmysły nie odbierają. Być może jest tylko kwestią czasu, gdy odkryjemy coś więcej, coś, czego istnienia nikt się nie spodziewał. To, że czegoś nie widać ani nie słychać, nie znaczy, że to nie istnieje. Takie właśnie podejście powinno nas cechować. Zamknięcie się w trójwymiarowym sześcianie daje pewne poczucie bezpieczeństwa, jednak złudne. Świat jest większy i rozleglejszy niż nam się wydaje, niż pozwalają nam dostrzec nasze słabe zmysły. 

Spróbujmy wyobrazić sobie życie z innym zestawem zmysłów lub innym stopniem ich rozwinięcia. Jako ludzie bazujemy główne na wzroku. Co prawda, w zależności od osobnika, możemy mieć bardziej rozwiniętą wrażliwość wzrokową, słuchową lub szeroko pojętą czuciową, jednak ma to wpływ głównie na niuanse przetwarzania bodźców, nie zaś na nasze codzienne przemierzanie świata. Osoba, dla której dominującymi bodźcami są np. słuchowe, łatwiej przyswaja informacje dźwiękowe, jej wyobraźnia posługuje się w większym stopniu konceptami dźwiękowymi niż wzrokowymi lub czuciowymi, jednak nie zmienia to faktu, że w codziennym życiu polega w przeważającej mierze na wzroku. 

W naturze można znaleźć istoty obdarzone zmysłami w odmienny sposób niż ludzie. Węże na przykład, widzą w odcieniach szarości. Ich wzrok jest dość dobry jednak ukierunkowany głównie na obiekty poruszające się. Ich głównym zmysłem jest węch, jego receptory nie są jednak umieszczone w jamie nosowej tylko w podniebieniu, cząsteczki zapachu zaś przenoszone są przez język. Słuch jest u tych gadów ekstremalnie słaby. Wibracje podłoża wychwytują poprzez dolną szczękę. Niektóre posiadają za to coś, czego my nie mamy, termoreceptory służące do wykrywania promieniowania cieplnego. Rejestrują minimalne zmiany temperatury rzędu 0,001 stopnia Celsjusza. Zmysł ten służy im do polowania, lokalizowania ofiar dzięki różnicy temperatur. 

Nietoperze, choć półślepe, świetnie radzą sobie w mroku dzięki zmysłowi echolokacji. Polega on na wysyłaniu przez nie ultradźwięków, które odbite od przeszkód czy zdobyczy wracają jako echo do ucha, informując o świecie zewnętrznym. Postrzegają więc świat głównie jako dźwięki. 

Elektrorecepcja to kolejny z ciekawych zmysłów występujących w przyrodzie. Polega na wytwarzaniu i rozpoznawaniu pól elektrycznych. Magnetorecepcja, z kolei, polega na rozpoznawaniu pola magnetycznego, co pewnym gatunkom zwierząt ułatwia orientację w przestrzeni. 

Nie wymieniam tych przykładów przez wzgląd na moje zainteresowania zoologiczne lecz dla wskazania, że to, co znamy, to jeszcze nie wszystko i że świat można postrzegać na różne sposoby, zapewne wiele z nich nie zostało jeszcze nawet odkrytych. 

W jaki sposób zmieniłby się nasz odbiór, gdybyśmy posiadali zamiast wzroku zdolność echolokacji lub elektrorecepcji? Jak wyglądałyby nasze wewnętrzne światy gdybyśmy inne istoty postrzegali jako zmiany pola elektrycznego? Czy jesteśmy sobie w stanie to wyobrazić? Nie sądzę. 

Czy jesteśmy w stanie uświadomić sobie możliwość innej formy odbioru rzeczywistości? Czy coś takiego jak postrzeganie pozazmysłowe jest w istocie postrzeganiem poza zmysłami, czy też jedynie za pomocą nieznanych nam zmysłów? Czy dla człowieka istnieje możliwość poszerzenia odbioru poza dostępne mu kanały? Nie chciałbym aby tępa, materialistyczna wizja świata była tą jedyną prawdziwą. Podejrzewam, że nasze małe światki nijak się mają do Prawdy. Nie zamykajmy się w naszych ciasnych, czarnych sześcianach, przez które nie przenika światło wiedzy. Pozwólmy sobie na „czucie” czegoś więcej, na wyjście poza, bądźmy czujni i obserwujmy siebie, być może kiedyś dostrzeżemy coś, czego w żaden sposób nie będziemy w stanie nazwać. Nie spychajmy tego w otchłań nieświadomości lecz spróbujmy nastroić się na inne częstotliwości, na życie głębsze i bardziej świadome. 

Nie chodzi mi tu o życie w świecie fantazji, tylko o życie ze świadomością naszych ograniczeń, naszego zamknięcia na olbrzymie spektrum zjawisk. Wiem, że posiadamy dużo więcej możliwości niż nam się wydaje. Wiem, że głos Prawdy najsilniej rozbrzmiewa gdy „przestajemy słyszeć”, a jej obraz dostrzegalny jest najdokładniej bez udziału wzroku. Idąc przez życie nie powinniśmy bazować na tym, co dostajemy w gratisie od losu, lecz jak najbardziej poszerzać swoje jestestwo. Racjonalne myślenie i analizowanie zjawisk uzależnione jest od naszego konwencjonalnego postrzegania. To, czego nie ogarniamy rozumem ukryte jest poza zmysłami i poza myślą. Jedyną możliwością sięgnięcia „nieosiągalnego” jest ukrycie się w ciszy i mroku „pomiędzy myślami”, pomiędzy tkwiącymi w naszych głowach koncepcjami i rzeczywistościami. Jesteśmy uzależnieni od naszych ograniczeń, aby się ich wyzbyć, musimy nauczyć się pozbawiać nasz umysł oparcia jakie dają wyuczone schematy. Cisza i pustka są wszędzie, jednak są nam obce z racji naszego pochłonięcia przez schemat, przez nawyk i wieczny jazgot w naszych głowach. 

Jarosław Gryń

7 komentarzy:

  1. Wszystko pięknie i cacy ale …. Ja nie neguję denności percepcji człowieczej ,ale to te ograniczenia ,skazują Homo Histericus ,(niesłusznie nazwanego przez samego siebie Homo Sapiens) na właśnie przekazy i utarte zalegalizowane pseudo prawdy . Schemat jest prosty . Przychodzi na świat dziecko . Ma ono krótki czas na zapoznanie się z panującymi „zwyczajami” . Kopiuje zastane schematy , które dały starszym , zastanym w tej rzeczywistości , jednostkom możliwość przeżycia . Podświadomość zapełnia się kodami , a z powodu upośledzonej percepcji otoczenia i „wątpliwej” jej jakości , podświadomość przejmuje stery. Podświadomość to tępa , głupia , prymitywna „jednostka” , której mentalnie bliżej do zwierzęcia . Jedynym jej atutem jest szybkość i bazowanie na utartych schematach . Ma ona jednak dość istotne zadanie – Utrzymanie danego układu/gęstości/rzeczywistości w niezmiennym stanie . Jeżeli więc tą rzeczywistość porównamy do klasy … powiedzmy trzeciej klasy podstawowej , to nie zależnie od szkoły czy miasta , program powinien być ten sam . Oczywiście kody mogą się zmieniać w zależności od otoczenia . Inne w dobie średniowiecza , inne w dobie Internetu ale sposób myślenia i reagowania od utartych wzorców będzie ten sam . Ten sam będzie opór kodów na próby zmian i ten sam poziom stresu z zaistniałej sytuacji , która koliduje z kodami . Takim to sposobem człowiek współczesny nie ewoluował od tysięcy lat mimo ,ze dziś śmieje się np. z mitologii greckiej , ma dzisiaj własne wierzenia z których ktoś będzie się śmiał za trzy tysiące lat . Oczywiście nie można pominąć w tym procesie faktu krótkiego życia jednostki homo histericus . Krótkie życie sprzyja podtrzymywanie kodów w miarę nie zmienionej formie i bez narażenia ich na „zbędną” weryfikacje . Świat jest inny i sporo „większy” , a kody zawierają tylko niewielką cząstkę całości , ale żyjąc wystarczająco długo musiały by zetrzeć się ze „swoim ograniczeniem” . Z kolei doprowadziło by to do zaburzenia status quo rzeczywistości , która formowana jest przez ogól bazujący na „fragmentarycznym” postrzeganiu świata . To właśnie „fragmentaryczne” postrzeganie świata jest uznawane za fakt ,że każdy jest inny . Nic bardziej błędnego gdyż jest 7 miliardów ludzi a psychologia opisująca rasę ludzką , jest jedna . Błędem jest mówienie ,że wszyscy są tacy sami , ale gdy jednostka włada psychologią płynnie (zinternalizowała ja w sobie) „zna” całe 7 miliardów ludzi . Zna każdą strategię , każdy kod i każdy model rodziny , a nie ma ich tak wiele . Raczej wygląda to , powiedzmy …. dość ubogo . Krótko i na koniec , podświadomość ma utrzymać jednostkę przy , życiu i skłonić ja do rozmnażania by podtrzymać istnienie rasy , w rzeczywistości tak syfiastej , tak śmierdzącej i tak gównianej , ze mucha biesiadująca na końskiej kupie ,to obraz zaiste przyjemniejszy dla oka niż oglądanie telewizji z całym zestawem „mądrości” i przepisów na „szczęście” w wykonaniu tzw. „mega gwiazd” dla plebsu . Oto krajobraz syfu – piłkarz zarabia więcej od lekarza , politykiem może zostać każdy nawet … muzyk lub transwestyta … dlatego że jest jeden sławny a drugi kontrowersyjny , religie które głoszą pokuj walczą ze sobą od wielu stuleci , w erze komputerów i internetu, biurokracja urosła do rozmiaru sporego monstrum … paradoks goni paradoks i można je mnożyć w nieskończoność ,ale kody ich nie widzą , dla nich to norma , to „prawda” , to „życie” ,to dzień powszedni , który jakoś trzeba przeżyć .

    OdpowiedzUsuń
  2. Neo z matrixa wodzial wszystko

    OdpowiedzUsuń
  3. Fabryka robotów . Każdy robot potrzebuje oprócz mechaniki (sprzętu) , oprogramowania ( systemu) . Jak zatem wygląda i czy w ogóle jest miejsce wgrywania systemu w otaczającej nas rzeczywistości (oprócz domu ‘rodzinnego”)? Miejsce takie musiało by być ogólnie dostępne a uczestnictwo w nim powinno być obowiązkowe . Uchylanie się od programowania powinno być ścigane prawem . czy jest takie miejsce gdzie podstawowym kryterium było by równanie do jednego słusznego i obowiązującego schematu narzuconego przez „górę” a , który to z kolei nie promuje jednostek wybitnych , zdolnych a równa wszystkich do jednego poziomu odpowiadającego ogólnym normom ? Miejsce gdzie wszyscy na dany sygnał , wykonują czynności jak bezmyślne bydło . Miejsce gdzie zamiast prawdziwego szacunku istnieje utarty kult jednostki . Czy jest takie miejsce ? Ano jest miejsce , rodem z filmu ‘Metropolis” , i nazywa się to szkoła powszechna . To nie żaden pomysł tzw. Polityków by jeszcze młodsze dzieci trafiały do „pralni umysłów” a czysty myk psychologiczny . Polega on na tym ,że czas kodowania jednostki będącej dzieckiem , dla lepszego efektu ,powinien być jak najmłodszym jego wieku. Ja nie neguję także sensu nauki i rozwoju jednostki . Ja neguję wtłaczanie i ocenianie wiedzy , która często albo jest zbędna albo w chwili „uczenia” nie aktualna . Mało kto pod wpływem stresu lub „sukcesów szkolnych” , lub presji utartych schematów rodzinnych/społecznych zastanawia się co właściwie dzieje się w szkole . mało kto zadaje sobie pytanie – Dlaczego , przy tak edukowanej populacji jest tak mało jednostek wybitnych a tyle przeciętniaków .

    OdpowiedzUsuń
  4. c.d . Kto tak na prawdę uczy w szkole i czy w ogóle potrafi czegoś nauczyć oprócz wywierania presji na dziecko ? Czy wiedza , która wtłaczana jest i weryfikowana jest poprzez system ocen wytrzymała próbę czasu ? Czy wiedza , która jest WYMAGANA jest wiedza naprawdę niezbędną dla dziecka ? Do czego tak naprawdę ma służyć taka instytucja i co kryje się pod płaszczykiem takiej powszechnej „pralni mózgów” i „fabryki stresu” . Odpowiem pokrótce
    . Nauczyciel to zwykły człowiek z bagażem własnym stresów , fobii , kompleksów i życiowych „zboczeń” . nader często to jednostki ,które nie radzą sobie w życiu osobistym i problemy swoje odreagowują w szkole . Nauczycielami często zostają ludzie , którzy nie sprawdzili się w innych dziedzinach . Kurs nauczycielski to „pikuś” , w porównaniu np. z kursem na prawo jazdy . Wiedza wtłaczana i oceniana , często jest nie adekwatna i sprzeczna ale nikt nie widzi w tym problemu . Przykład – w jednym budynku wtłaczana jest teoria Darwina na biologii i „pochodzenie od boga” na religii. Jeżeli ktoś uczył się w „poprzedniej epoce” geografii z książki przechodniej , która miała kilka lat , dane w niej zawarte były nieaktualne … i kogo obchodzi tak naprawdę wydobycie węgla np. w Donbasie by dostać za brak tej wiedzy niedostateczny? Przy czym nie neguje nauki a jedynie system nauki , który ma zadanie wyrywnie poziomu za pomocą prawa , stresu , przemocy emocjonalnej i napuszczania na dziecko rodziców . Kadra nauczycielska przy tym jest tak niewydolna ,że nie dość , że nie potrafi przekazać bezstresowo wiedzy w czasie regulaminowym , zadaje prace do domu . dzieje się to przy przyzwoleniu wałachów umysłowych zwanymi rodzicami i mam dziwne spostrzeżenie ,ze nauczyciele i rodzice to ten sam wyrób systemowej „pralni mózgów’ . jakim zatem trzeba być bezwolnym wałachem i klaczą pociągową by nie zanegować wpływu szkoły na czas wolny tzw. rodziny . Gdy jednak wałachowi lub klaczy pociągowej ktoś w sklepi ukradnie 10 zł jest krzyk i awantura . Gdy w imię „prawa” i „obyczajowości” kradnie się ich czas – jest wszystko cacy . jakim prawem nauczyciel domaga się kwiatów w dzień nauczyciela i dlaczego rodzice dają często , prezenty na koniec roku ? Czy nasi rodzice to efekt „pralni mózgów” bezwolni wewnętrznie na rozkazujący nauczyciela , który jest czasami młodszy od nich ? Widok rodziców na wywiadówce , siedzących w małych ławeczkach swoich pociech to widok żałosny i jakże urągający godności osobistej . jak bydło , posłuszni , jak bydło pokorni , jak bydło , cieszący się szóstek swoich pociech , jak bydło , bojący się wstydu gdy nie ma się w domu kujona . System jest szczelny bo system to życie w tej , a nie winnej bardziej ucywilizowanej rzeczywistości . System jest silny bo jest napędzany kompleksami , głupotą i strachem , a nie ma lepszego systemu wgrania strachu , kompleksów niż szkoła i rodzice , którzy bezgranicznie i bezmyślnie poddają się takim instytucjom jak ta .
    ps. temat do zadumy i ewentualnej obserwacji a nie jako argument za wagarami . A wręcz przeciwnie , zobaczcie kto kreuje się na tzw. alfy i omegi i czy naprawdę są tacy nieskazitelni ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Święta , święta idą święta … ale co to tak naprawdę oznacza ? Z punktu psychologii , antropologii oznacza to cos więcej niż tylko prezenty , „słodką rodzinę” i czas wolny . Ten tekst powinien być zamieszczony pod felietonem „Cywilizacja budowana na resentymencie” , bo jest temat pokrewny , ale jest gdzie jest . Z punktu psychologii , ten jakże miły i stresujący czas (dziwne ale uzasadnione połączenie) jest momentem gdy stado ludzkie odnawia kody trzymające te stado w kupie . Nazywa się to dokładnie rytualizmem , czynnością powtarzaną cyklicznie lub związana z jakimś cyklem . Dobrze zakodowana jednostka , jak pies Pawłowa , na czas , ma uruchomić bezmyślnie cały zestaw zachowań co przy wewnętrznym oporze musi budzić stres i ten stres wywołuje . Ktoś by powiedział nawet ,ze tradycja – święta rzecz , ale co to za świętość … świętowana pod przymusem , nawet tym wewnętrznym i nie uświadomionym ? Co to za świętość gdy ludzie w szale zakupowym szaleją jak zwierzęta a adrenalina buzuje w żyłach . Oczywiście najlepsza jest niezmienność coś na wzór : wujek Roman nawali się jak zawsze jak szpadel , ciotka znów będzie strzelać fochy , do żarcia coroczny standard a w TV Kelvin sam w domu , i „jakoś poszło ośle , jakoś poszło” . Problem jest większy i niewidoczny dla sporej części homo Histericus . Rodzina człowiecza odpowiada pewnym szablonom i szablony te są znane i jasno sprecyzowane . Każdy w rodzinie pełni daną funkcję i funkcja ta jest jasno sprecyzowana przez psychologię . To o te właśnie funkcje toczy się największy bo nieświadomy bój . Życie to proces , gdzie wiele może się zdarzyć i ze świętami mamy ciepłe wspomnienia … ale czy tak jest naprawdę . Czy za czasem wolnym , obżarstwem i prezentami , chcemy spotkać przykładowego , rzygającego wujka Romana i ciocię , która robi z siebie prima balerinę z nadwagą 100 kg. Prawda jest taka ,że stado tak jak zwierzęce , tak i ludzkie potrzebuje podtrzymania hierarchii lub usankcjonowania nowej , gdy dojdzie do przetasowania w obrębie stada (np. na wskutek śmierci stado ma trwać nadal i wylizać się z realnej tragedii) . Pewne układy po prostu nie powinny się zmieniać , powinny trwać i umrzeć wraz z „nosicielem” . Wracając do ról w rodzinie i ich znaczenia , nie do pominięcia jest fakt kodowania młodego pokolenia a trakcie spędu stadnego i dokonania tego w oparciu o miłe bodźce . Problem jest tylko taki , gdy takie dziecko wyrośnie , a radość ze świąt , pomału , z roku na rok , zamienia się w piekło i społeczno rodzinny wewnętrzny „święty” nakaz . To przy stole wychodzą często animozje , których nikt nie chce zobaczyć a gdy się poruszy temat (tabu rodzinne) , można spotkać się z wymowna ciszą i spojrzeniem karcącym od wszystkich . Taka jest prawda , by stado miało przeżyć , trzeba zachować „świętości” i być ślepym na brudy . Wszystko cacy , wszystko pięknie ale zmiany „zostawmy innym” . We własnym korycie , we własnym smrodku , bo co moje jest „mojsze”, a co jest nasze… jest po prostu „najsze” . Takim to sposobem , ukochany synek mamusi , jest nadal najukochańszym choć ma 40 lat na karku i nic w życiu nie osiągnął a „bohaterska” córeczka jest nada gotowa pomagać tak jak to robi od 50 lat . Koło toczy się a każdy kto zauważy „słonia w salonie” ten wróg wszystkich , bo stado to siła … bo stado to my . Wesołych świat .

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomocna dłoń. Żyjemy w rzeczywistości dobra i zła i spora większość homo histericus umie odróżnić dobro od zła . Może nazwać kogoś dobrym lub złym . Bajki dla dzieci , filmy dla dorosłych a nawet opasłe tomy powieści traktują o dobrze i złu . Prawie każdy umie określić kto jest dobry a kto zły . Wielu jest ludzi pomocnych , pomagających w różnych problemach i zabierających dumnie głos gdy dzieje się zło . Różnego typu społecznicy , aktywiści działający prężnie na różnych polach życia . W chwale wypowiadanych przez siebie tez i wśród aprobaty ogółu . Ale … bo zawsze jest jakieś ale . Czy wszystko to co w takich jednostkach widzimy to szczera prawda i co będą robić „pomocowy” gdy nagle , jakimś cudem stanie się dobrze a problemy … znikną ? Z dnia na dzień , z godziny na godzinę , z sekundy na sekundę problemy przestaną istnieć . Każdy by powiedział „ w końcu wakacje i laba , problemów nie ma więc delektujmy się szczęściem” ale problem w tym ,ze jedna grupa tak nie powie . Z takiego obrotu sprawy na pewno nie będą zadowoleni „pomocowy” . Jak strażak gdy jest strażakiem , wtedy i tylko wtedy gdy wszystko dokoła płonie , „pomocowiec” żyje gdy jest problem . Gdy w koło wszyscy są szczęśliwi , gdy problemy znikły jak mydlana bańka , jednostki , które żyły i istniały gdy „zło” panowało wszędzie , szukają tego co znają i co dawało im poklask . Szukają zła , które mogli by zwalczać . Jak rycerz szukający smoka , gdy go nie znajdzie , stworzy , wymyśli coś co znów da mu możliwość pomagać i istnieć . „Pomocowiec” nie może istnieć bez ofiary zła , zła które zwalcza i „lśni” w blasku chwały własnej . Dla ofiary „zła”, „pomocowiec” jest kimś naprawdę ważnym, bez kogo życie jest prawie nie do zniesienia , ale … Czy wiele z tych problemów , są problemami stworzonymi przez tych co tzw. pomagają ? Czy pomagają , tak by realnie pomóc , czy tak ,żeby problem nadal był a status quo ofiara-„pomocowiec” trwał bez możliwości wyjścia problemów? Czy gdy mąż mówiący do żony – nikt by ciebie nie chciał , sprowadzając ja do roli zera , sam sprowadza się do roli nieskończenie małego ułamka człowieczeństwa , zabierając godność żonie ale sobie też? Jak ułomna umysłowo musi być jednostka , która żyje tylko wtedy gdy chaos i ból panują w koło ? Co zatem jest we wnętrzu takiej jednostki ? Prawem logiki - CO NA GÓRZE , TO NA DOLE , CO JEST WEWNATRZ , JEST I NA ZEWNĘTZRZ , ‘pomocowcy” to zalęknięte jednostki , potrzebujące splendoru z pomocy ,tak samo jak zalęknięte są ofiary „zła wszechobecnego” . Gdy zatem „pomocowcowi” powiesz o jakiś błahym problemie , a on tak go wyolbrzymi że problem urośnie o 1000% a potem będzie pocieszał jak tylko umie , wiedz , że „pomocowiec” zrobił to co umiał najlepiej , a ty zostałeś/aś z tym problemem sam/sama . Czujesz ,że był ktoś kto wysłuchał i pomógł , ale to co czujesz to kłamstwo , nic więcej . Przecież nikt o zdrowych zmysłach , nie zatrudni do siano kosów „bezrobotnego strażaka” , który żyje wtedy i tylko wtedy gdy wszystko wkoło trawi pożar .

    OdpowiedzUsuń