poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wąż widzi inaczej

Jako ludzie postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość za pomocą pięciu zmysłów. Obrazy odbierane poprzez umieszczone z przodu głowy receptory światła, przetwarzane później przez mózg, nazywamy wzrokiem. Odbiór wibracji powietrza rejestrowany przez narządy umiejscowione po bokach głowy nazywamy słuchem. Receptory wewnątrz ust, odbierające bodźce chemiczne, odpowiadają za smak, receptory w nosie za zapach, zaś receptory na skórze za czucie. 

Żaden z tych zmysłów nie znajduje się w miejscu położenia receptorów. Każdy z nich znajduje się w mózgu. To właśnie mózg odpowiada za przyjmowanie i przetwarzanie docierających do niego sygnałów. Ich interpretacja zależy od wielu czynników. 

Jednym z nich jest pamięć genetyczna, warunkująca taki, a nie inny odbiór pewnych bodźców. Pewne zdarzenia czy przedmioty muszą wywoływać określone reakcje jak np. strach czy podniecenie, dla zapewnienia nam przetrwania. Odbiór innych z kolei w dużej mierze uzależniony jest od programowania przez środowisko. Truizmem jest stwierdzenie, że każdy postrzega świat inaczej. Fakt, że posiadamy w większości taki sam zestaw receptorów pozwala zachować pewne ramy, w których odbiór jest jednakowy dla każdego człowieka. Są to jednak ramy mocno elastyczne, gdy wziąć pod uwagę indywidualne cechy, predyspozycje oraz wychowanie poszczególnych osób. 

Przykładem niech będzie tu bagaż emocjonalny związany z danym, postrzeganym przez nas, obiektem. Każda osoba widzi go inaczej. U jednej osoby stół w salonie wywoływał będzie skojarzenia pozytywne, wiązał się będzie z posiłkami w gronie rodziny i dostatkiem, u innej z biedą i odbywającymi się przy nim libacjami. Jednemu kolor czerwony kojarzy się ze świętami i Mikołajem, a drugiemu z krwią na chodniku. To oczywiście duże uproszczenie, jako że reakcje emocjonalne nie wywierają na postrzeganie wpływu zasadniczego. Wprowadzają jednak zniekształcenia i programy regulujące nasze życie i nasz odbiór rzeczywistości. 

Gdzie znajdują się widziane przez nas obiekty? Przede wszystkim w naszych głowach. Czy ich struktura, kolor, zapach czy dźwięki jakie wydają są czymś obiektywnym i jednakowym dla wszystkich? Nie. Czy wiemy jakie rzeczy są w istocie? Znamy ich obrazy wytwarzane w naszych mózgach na rzecz umożliwienia nam egzystencji na tym ziemskim padole, jednak ich rzeczywistość, w oderwaniu od naszego postrzegania, jest ze wszech miar wątpliwa. 

Nie tylko nasze oprogramowanie warunkuje to, jak doświadczamy otoczenia, nasze bieżące stany emocjonalne również. Nastrój wpływa na obraz świata. Jest to wpływ przejściowy i powierzchowny, jednak tak samo jak i nasze zakodowane, wewnętrzne skojarzenia, obrazuje płynność naszego odbioru rzeczywistości. 

Wydaje nam się, że nasze zmysły są czymś oczywistym, że to, co za ich pomocą oglądamy jest jedyną rzeczywistością. Żyjemy w przekonaniu, że świat wokół jest czymś zewnętrznym. Tymczasem jest on w nas, jest obrazem naszych umysłów zamkniętych w klatce nawyku i programu. Skąd mamy pewność, że granice postrzegania, wyznaczone dla nas przez nasze zmysły, są granicami ostatecznymi? Kto nam tak powiedział? Być może poza spektrum światła widzialnego przez nasze oczy, istnieją inne zjawiska, inne światy, ukryte w podczerwieni lub nadfiolecie? Istnienie niesłyszalnego jest przecież oczywiste. Wystarczy włączyć radio, by się o tym przekonać. Otoczeni jesteśmy falami radowymi, których nasze zmysły nie odbierają. Być może jest tylko kwestią czasu, gdy odkryjemy coś więcej, coś, czego istnienia nikt się nie spodziewał. To, że czegoś nie widać ani nie słychać, nie znaczy, że to nie istnieje. Takie właśnie podejście powinno nas cechować. Zamknięcie się w trójwymiarowym sześcianie daje pewne poczucie bezpieczeństwa, jednak złudne. Świat jest większy i rozleglejszy niż nam się wydaje, niż pozwalają nam dostrzec nasze słabe zmysły. 

Spróbujmy wyobrazić sobie życie z innym zestawem zmysłów lub innym stopniem ich rozwinięcia. Jako ludzie bazujemy główne na wzroku. Co prawda, w zależności od osobnika, możemy mieć bardziej rozwiniętą wrażliwość wzrokową, słuchową lub szeroko pojętą czuciową, jednak ma to wpływ głównie na niuanse przetwarzania bodźców, nie zaś na nasze codzienne przemierzanie świata. Osoba, dla której dominującymi bodźcami są np. słuchowe, łatwiej przyswaja informacje dźwiękowe, jej wyobraźnia posługuje się w większym stopniu konceptami dźwiękowymi niż wzrokowymi lub czuciowymi, jednak nie zmienia to faktu, że w codziennym życiu polega w przeważającej mierze na wzroku. 

W naturze można znaleźć istoty obdarzone zmysłami w odmienny sposób niż ludzie. Węże na przykład, widzą w odcieniach szarości. Ich wzrok jest dość dobry jednak ukierunkowany głównie na obiekty poruszające się. Ich głównym zmysłem jest węch, jego receptory nie są jednak umieszczone w jamie nosowej tylko w podniebieniu, cząsteczki zapachu zaś przenoszone są przez język. Słuch jest u tych gadów ekstremalnie słaby. Wibracje podłoża wychwytują poprzez dolną szczękę. Niektóre posiadają za to coś, czego my nie mamy, termoreceptory służące do wykrywania promieniowania cieplnego. Rejestrują minimalne zmiany temperatury rzędu 0,001 stopnia Celsjusza. Zmysł ten służy im do polowania, lokalizowania ofiar dzięki różnicy temperatur. 

Nietoperze, choć półślepe, świetnie radzą sobie w mroku dzięki zmysłowi echolokacji. Polega on na wysyłaniu przez nie ultradźwięków, które odbite od przeszkód czy zdobyczy wracają jako echo do ucha, informując o świecie zewnętrznym. Postrzegają więc świat głównie jako dźwięki. 

Elektrorecepcja to kolejny z ciekawych zmysłów występujących w przyrodzie. Polega na wytwarzaniu i rozpoznawaniu pól elektrycznych. Magnetorecepcja, z kolei, polega na rozpoznawaniu pola magnetycznego, co pewnym gatunkom zwierząt ułatwia orientację w przestrzeni. 

Nie wymieniam tych przykładów przez wzgląd na moje zainteresowania zoologiczne lecz dla wskazania, że to, co znamy, to jeszcze nie wszystko i że świat można postrzegać na różne sposoby, zapewne wiele z nich nie zostało jeszcze nawet odkrytych. 

W jaki sposób zmieniłby się nasz odbiór, gdybyśmy posiadali zamiast wzroku zdolność echolokacji lub elektrorecepcji? Jak wyglądałyby nasze wewnętrzne światy gdybyśmy inne istoty postrzegali jako zmiany pola elektrycznego? Czy jesteśmy sobie w stanie to wyobrazić? Nie sądzę. 

Czy jesteśmy w stanie uświadomić sobie możliwość innej formy odbioru rzeczywistości? Czy coś takiego jak postrzeganie pozazmysłowe jest w istocie postrzeganiem poza zmysłami, czy też jedynie za pomocą nieznanych nam zmysłów? Czy dla człowieka istnieje możliwość poszerzenia odbioru poza dostępne mu kanały? Nie chciałbym aby tępa, materialistyczna wizja świata była tą jedyną prawdziwą. Podejrzewam, że nasze małe światki nijak się mają do Prawdy. Nie zamykajmy się w naszych ciasnych, czarnych sześcianach, przez które nie przenika światło wiedzy. Pozwólmy sobie na „czucie” czegoś więcej, na wyjście poza, bądźmy czujni i obserwujmy siebie, być może kiedyś dostrzeżemy coś, czego w żaden sposób nie będziemy w stanie nazwać. Nie spychajmy tego w otchłań nieświadomości lecz spróbujmy nastroić się na inne częstotliwości, na życie głębsze i bardziej świadome. 

Nie chodzi mi tu o życie w świecie fantazji, tylko o życie ze świadomością naszych ograniczeń, naszego zamknięcia na olbrzymie spektrum zjawisk. Wiem, że posiadamy dużo więcej możliwości niż nam się wydaje. Wiem, że głos Prawdy najsilniej rozbrzmiewa gdy „przestajemy słyszeć”, a jej obraz dostrzegalny jest najdokładniej bez udziału wzroku. Idąc przez życie nie powinniśmy bazować na tym, co dostajemy w gratisie od losu, lecz jak najbardziej poszerzać swoje jestestwo. Racjonalne myślenie i analizowanie zjawisk uzależnione jest od naszego konwencjonalnego postrzegania. To, czego nie ogarniamy rozumem ukryte jest poza zmysłami i poza myślą. Jedyną możliwością sięgnięcia „nieosiągalnego” jest ukrycie się w ciszy i mroku „pomiędzy myślami”, pomiędzy tkwiącymi w naszych głowach koncepcjami i rzeczywistościami. Jesteśmy uzależnieni od naszych ograniczeń, aby się ich wyzbyć, musimy nauczyć się pozbawiać nasz umysł oparcia jakie dają wyuczone schematy. Cisza i pustka są wszędzie, jednak są nam obce z racji naszego pochłonięcia przez schemat, przez nawyk i wieczny jazgot w naszych głowach. 

Jarosław Gryń

17 komentarzy:

  1. Wszystko pięknie i cacy ale …. Ja nie neguję denności percepcji człowieczej ,ale to te ograniczenia ,skazują Homo Histericus ,(niesłusznie nazwanego przez samego siebie Homo Sapiens) na właśnie przekazy i utarte zalegalizowane pseudo prawdy . Schemat jest prosty . Przychodzi na świat dziecko . Ma ono krótki czas na zapoznanie się z panującymi „zwyczajami” . Kopiuje zastane schematy , które dały starszym , zastanym w tej rzeczywistości , jednostkom możliwość przeżycia . Podświadomość zapełnia się kodami , a z powodu upośledzonej percepcji otoczenia i „wątpliwej” jej jakości , podświadomość przejmuje stery. Podświadomość to tępa , głupia , prymitywna „jednostka” , której mentalnie bliżej do zwierzęcia . Jedynym jej atutem jest szybkość i bazowanie na utartych schematach . Ma ona jednak dość istotne zadanie – Utrzymanie danego układu/gęstości/rzeczywistości w niezmiennym stanie . Jeżeli więc tą rzeczywistość porównamy do klasy … powiedzmy trzeciej klasy podstawowej , to nie zależnie od szkoły czy miasta , program powinien być ten sam . Oczywiście kody mogą się zmieniać w zależności od otoczenia . Inne w dobie średniowiecza , inne w dobie Internetu ale sposób myślenia i reagowania od utartych wzorców będzie ten sam . Ten sam będzie opór kodów na próby zmian i ten sam poziom stresu z zaistniałej sytuacji , która koliduje z kodami . Takim to sposobem człowiek współczesny nie ewoluował od tysięcy lat mimo ,ze dziś śmieje się np. z mitologii greckiej , ma dzisiaj własne wierzenia z których ktoś będzie się śmiał za trzy tysiące lat . Oczywiście nie można pominąć w tym procesie faktu krótkiego życia jednostki homo histericus . Krótkie życie sprzyja podtrzymywanie kodów w miarę nie zmienionej formie i bez narażenia ich na „zbędną” weryfikacje . Świat jest inny i sporo „większy” , a kody zawierają tylko niewielką cząstkę całości , ale żyjąc wystarczająco długo musiały by zetrzeć się ze „swoim ograniczeniem” . Z kolei doprowadziło by to do zaburzenia status quo rzeczywistości , która formowana jest przez ogól bazujący na „fragmentarycznym” postrzeganiu świata . To właśnie „fragmentaryczne” postrzeganie świata jest uznawane za fakt ,że każdy jest inny . Nic bardziej błędnego gdyż jest 7 miliardów ludzi a psychologia opisująca rasę ludzką , jest jedna . Błędem jest mówienie ,że wszyscy są tacy sami , ale gdy jednostka włada psychologią płynnie (zinternalizowała ja w sobie) „zna” całe 7 miliardów ludzi . Zna każdą strategię , każdy kod i każdy model rodziny , a nie ma ich tak wiele . Raczej wygląda to , powiedzmy …. dość ubogo . Krótko i na koniec , podświadomość ma utrzymać jednostkę przy , życiu i skłonić ja do rozmnażania by podtrzymać istnienie rasy , w rzeczywistości tak syfiastej , tak śmierdzącej i tak gównianej , ze mucha biesiadująca na końskiej kupie ,to obraz zaiste przyjemniejszy dla oka niż oglądanie telewizji z całym zestawem „mądrości” i przepisów na „szczęście” w wykonaniu tzw. „mega gwiazd” dla plebsu . Oto krajobraz syfu – piłkarz zarabia więcej od lekarza , politykiem może zostać każdy nawet … muzyk lub transwestyta … dlatego że jest jeden sławny a drugi kontrowersyjny , religie które głoszą pokuj walczą ze sobą od wielu stuleci , w erze komputerów i internetu, biurokracja urosła do rozmiaru sporego monstrum … paradoks goni paradoks i można je mnożyć w nieskończoność ,ale kody ich nie widzą , dla nich to norma , to „prawda” , to „życie” ,to dzień powszedni , który jakoś trzeba przeżyć .

    OdpowiedzUsuń
  2. Neo z matrixa wodzial wszystko

    OdpowiedzUsuń
  3. Fabryka robotów . Każdy robot potrzebuje oprócz mechaniki (sprzętu) , oprogramowania ( systemu) . Jak zatem wygląda i czy w ogóle jest miejsce wgrywania systemu w otaczającej nas rzeczywistości (oprócz domu ‘rodzinnego”)? Miejsce takie musiało by być ogólnie dostępne a uczestnictwo w nim powinno być obowiązkowe . Uchylanie się od programowania powinno być ścigane prawem . czy jest takie miejsce gdzie podstawowym kryterium było by równanie do jednego słusznego i obowiązującego schematu narzuconego przez „górę” a , który to z kolei nie promuje jednostek wybitnych , zdolnych a równa wszystkich do jednego poziomu odpowiadającego ogólnym normom ? Miejsce gdzie wszyscy na dany sygnał , wykonują czynności jak bezmyślne bydło . Miejsce gdzie zamiast prawdziwego szacunku istnieje utarty kult jednostki . Czy jest takie miejsce ? Ano jest miejsce , rodem z filmu ‘Metropolis” , i nazywa się to szkoła powszechna . To nie żaden pomysł tzw. Polityków by jeszcze młodsze dzieci trafiały do „pralni umysłów” a czysty myk psychologiczny . Polega on na tym ,że czas kodowania jednostki będącej dzieckiem , dla lepszego efektu ,powinien być jak najmłodszym jego wieku. Ja nie neguję także sensu nauki i rozwoju jednostki . Ja neguję wtłaczanie i ocenianie wiedzy , która często albo jest zbędna albo w chwili „uczenia” nie aktualna . Mało kto pod wpływem stresu lub „sukcesów szkolnych” , lub presji utartych schematów rodzinnych/społecznych zastanawia się co właściwie dzieje się w szkole . mało kto zadaje sobie pytanie – Dlaczego , przy tak edukowanej populacji jest tak mało jednostek wybitnych a tyle przeciętniaków .

    OdpowiedzUsuń
  4. c.d . Kto tak na prawdę uczy w szkole i czy w ogóle potrafi czegoś nauczyć oprócz wywierania presji na dziecko ? Czy wiedza , która wtłaczana jest i weryfikowana jest poprzez system ocen wytrzymała próbę czasu ? Czy wiedza , która jest WYMAGANA jest wiedza naprawdę niezbędną dla dziecka ? Do czego tak naprawdę ma służyć taka instytucja i co kryje się pod płaszczykiem takiej powszechnej „pralni mózgów” i „fabryki stresu” . Odpowiem pokrótce
    . Nauczyciel to zwykły człowiek z bagażem własnym stresów , fobii , kompleksów i życiowych „zboczeń” . nader często to jednostki ,które nie radzą sobie w życiu osobistym i problemy swoje odreagowują w szkole . Nauczycielami często zostają ludzie , którzy nie sprawdzili się w innych dziedzinach . Kurs nauczycielski to „pikuś” , w porównaniu np. z kursem na prawo jazdy . Wiedza wtłaczana i oceniana , często jest nie adekwatna i sprzeczna ale nikt nie widzi w tym problemu . Przykład – w jednym budynku wtłaczana jest teoria Darwina na biologii i „pochodzenie od boga” na religii. Jeżeli ktoś uczył się w „poprzedniej epoce” geografii z książki przechodniej , która miała kilka lat , dane w niej zawarte były nieaktualne … i kogo obchodzi tak naprawdę wydobycie węgla np. w Donbasie by dostać za brak tej wiedzy niedostateczny? Przy czym nie neguje nauki a jedynie system nauki , który ma zadanie wyrywnie poziomu za pomocą prawa , stresu , przemocy emocjonalnej i napuszczania na dziecko rodziców . Kadra nauczycielska przy tym jest tak niewydolna ,że nie dość , że nie potrafi przekazać bezstresowo wiedzy w czasie regulaminowym , zadaje prace do domu . dzieje się to przy przyzwoleniu wałachów umysłowych zwanymi rodzicami i mam dziwne spostrzeżenie ,ze nauczyciele i rodzice to ten sam wyrób systemowej „pralni mózgów’ . jakim zatem trzeba być bezwolnym wałachem i klaczą pociągową by nie zanegować wpływu szkoły na czas wolny tzw. rodziny . Gdy jednak wałachowi lub klaczy pociągowej ktoś w sklepi ukradnie 10 zł jest krzyk i awantura . Gdy w imię „prawa” i „obyczajowości” kradnie się ich czas – jest wszystko cacy . jakim prawem nauczyciel domaga się kwiatów w dzień nauczyciela i dlaczego rodzice dają często , prezenty na koniec roku ? Czy nasi rodzice to efekt „pralni mózgów” bezwolni wewnętrznie na rozkazujący nauczyciela , który jest czasami młodszy od nich ? Widok rodziców na wywiadówce , siedzących w małych ławeczkach swoich pociech to widok żałosny i jakże urągający godności osobistej . jak bydło , posłuszni , jak bydło pokorni , jak bydło , cieszący się szóstek swoich pociech , jak bydło , bojący się wstydu gdy nie ma się w domu kujona . System jest szczelny bo system to życie w tej , a nie winnej bardziej ucywilizowanej rzeczywistości . System jest silny bo jest napędzany kompleksami , głupotą i strachem , a nie ma lepszego systemu wgrania strachu , kompleksów niż szkoła i rodzice , którzy bezgranicznie i bezmyślnie poddają się takim instytucjom jak ta .
    ps. temat do zadumy i ewentualnej obserwacji a nie jako argument za wagarami . A wręcz przeciwnie , zobaczcie kto kreuje się na tzw. alfy i omegi i czy naprawdę są tacy nieskazitelni ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Święta , święta idą święta … ale co to tak naprawdę oznacza ? Z punktu psychologii , antropologii oznacza to cos więcej niż tylko prezenty , „słodką rodzinę” i czas wolny . Ten tekst powinien być zamieszczony pod felietonem „Cywilizacja budowana na resentymencie” , bo jest temat pokrewny , ale jest gdzie jest . Z punktu psychologii , ten jakże miły i stresujący czas (dziwne ale uzasadnione połączenie) jest momentem gdy stado ludzkie odnawia kody trzymające te stado w kupie . Nazywa się to dokładnie rytualizmem , czynnością powtarzaną cyklicznie lub związana z jakimś cyklem . Dobrze zakodowana jednostka , jak pies Pawłowa , na czas , ma uruchomić bezmyślnie cały zestaw zachowań co przy wewnętrznym oporze musi budzić stres i ten stres wywołuje . Ktoś by powiedział nawet ,ze tradycja – święta rzecz , ale co to za świętość … świętowana pod przymusem , nawet tym wewnętrznym i nie uświadomionym ? Co to za świętość gdy ludzie w szale zakupowym szaleją jak zwierzęta a adrenalina buzuje w żyłach . Oczywiście najlepsza jest niezmienność coś na wzór : wujek Roman nawali się jak zawsze jak szpadel , ciotka znów będzie strzelać fochy , do żarcia coroczny standard a w TV Kelvin sam w domu , i „jakoś poszło ośle , jakoś poszło” . Problem jest większy i niewidoczny dla sporej części homo Histericus . Rodzina człowiecza odpowiada pewnym szablonom i szablony te są znane i jasno sprecyzowane . Każdy w rodzinie pełni daną funkcję i funkcja ta jest jasno sprecyzowana przez psychologię . To o te właśnie funkcje toczy się największy bo nieświadomy bój . Życie to proces , gdzie wiele może się zdarzyć i ze świętami mamy ciepłe wspomnienia … ale czy tak jest naprawdę . Czy za czasem wolnym , obżarstwem i prezentami , chcemy spotkać przykładowego , rzygającego wujka Romana i ciocię , która robi z siebie prima balerinę z nadwagą 100 kg. Prawda jest taka ,że stado tak jak zwierzęce , tak i ludzkie potrzebuje podtrzymania hierarchii lub usankcjonowania nowej , gdy dojdzie do przetasowania w obrębie stada (np. na wskutek śmierci stado ma trwać nadal i wylizać się z realnej tragedii) . Pewne układy po prostu nie powinny się zmieniać , powinny trwać i umrzeć wraz z „nosicielem” . Wracając do ról w rodzinie i ich znaczenia , nie do pominięcia jest fakt kodowania młodego pokolenia a trakcie spędu stadnego i dokonania tego w oparciu o miłe bodźce . Problem jest tylko taki , gdy takie dziecko wyrośnie , a radość ze świąt , pomału , z roku na rok , zamienia się w piekło i społeczno rodzinny wewnętrzny „święty” nakaz . To przy stole wychodzą często animozje , których nikt nie chce zobaczyć a gdy się poruszy temat (tabu rodzinne) , można spotkać się z wymowna ciszą i spojrzeniem karcącym od wszystkich . Taka jest prawda , by stado miało przeżyć , trzeba zachować „świętości” i być ślepym na brudy . Wszystko cacy , wszystko pięknie ale zmiany „zostawmy innym” . We własnym korycie , we własnym smrodku , bo co moje jest „mojsze”, a co jest nasze… jest po prostu „najsze” . Takim to sposobem , ukochany synek mamusi , jest nadal najukochańszym choć ma 40 lat na karku i nic w życiu nie osiągnął a „bohaterska” córeczka jest nada gotowa pomagać tak jak to robi od 50 lat . Koło toczy się a każdy kto zauważy „słonia w salonie” ten wróg wszystkich , bo stado to siła … bo stado to my . Wesołych świat .

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomocna dłoń. Żyjemy w rzeczywistości dobra i zła i spora większość homo histericus umie odróżnić dobro od zła . Może nazwać kogoś dobrym lub złym . Bajki dla dzieci , filmy dla dorosłych a nawet opasłe tomy powieści traktują o dobrze i złu . Prawie każdy umie określić kto jest dobry a kto zły . Wielu jest ludzi pomocnych , pomagających w różnych problemach i zabierających dumnie głos gdy dzieje się zło . Różnego typu społecznicy , aktywiści działający prężnie na różnych polach życia . W chwale wypowiadanych przez siebie tez i wśród aprobaty ogółu . Ale … bo zawsze jest jakieś ale . Czy wszystko to co w takich jednostkach widzimy to szczera prawda i co będą robić „pomocowy” gdy nagle , jakimś cudem stanie się dobrze a problemy … znikną ? Z dnia na dzień , z godziny na godzinę , z sekundy na sekundę problemy przestaną istnieć . Każdy by powiedział „ w końcu wakacje i laba , problemów nie ma więc delektujmy się szczęściem” ale problem w tym ,ze jedna grupa tak nie powie . Z takiego obrotu sprawy na pewno nie będą zadowoleni „pomocowy” . Jak strażak gdy jest strażakiem , wtedy i tylko wtedy gdy wszystko dokoła płonie , „pomocowiec” żyje gdy jest problem . Gdy w koło wszyscy są szczęśliwi , gdy problemy znikły jak mydlana bańka , jednostki , które żyły i istniały gdy „zło” panowało wszędzie , szukają tego co znają i co dawało im poklask . Szukają zła , które mogli by zwalczać . Jak rycerz szukający smoka , gdy go nie znajdzie , stworzy , wymyśli coś co znów da mu możliwość pomagać i istnieć . „Pomocowiec” nie może istnieć bez ofiary zła , zła które zwalcza i „lśni” w blasku chwały własnej . Dla ofiary „zła”, „pomocowiec” jest kimś naprawdę ważnym, bez kogo życie jest prawie nie do zniesienia , ale … Czy wiele z tych problemów , są problemami stworzonymi przez tych co tzw. pomagają ? Czy pomagają , tak by realnie pomóc , czy tak ,żeby problem nadal był a status quo ofiara-„pomocowiec” trwał bez możliwości wyjścia problemów? Czy gdy mąż mówiący do żony – nikt by ciebie nie chciał , sprowadzając ja do roli zera , sam sprowadza się do roli nieskończenie małego ułamka człowieczeństwa , zabierając godność żonie ale sobie też? Jak ułomna umysłowo musi być jednostka , która żyje tylko wtedy gdy chaos i ból panują w koło ? Co zatem jest we wnętrzu takiej jednostki ? Prawem logiki - CO NA GÓRZE , TO NA DOLE , CO JEST WEWNATRZ , JEST I NA ZEWNĘTZRZ , ‘pomocowcy” to zalęknięte jednostki , potrzebujące splendoru z pomocy ,tak samo jak zalęknięte są ofiary „zła wszechobecnego” . Gdy zatem „pomocowcowi” powiesz o jakiś błahym problemie , a on tak go wyolbrzymi że problem urośnie o 1000% a potem będzie pocieszał jak tylko umie , wiedz , że „pomocowiec” zrobił to co umiał najlepiej , a ty zostałeś/aś z tym problemem sam/sama . Czujesz ,że był ktoś kto wysłuchał i pomógł , ale to co czujesz to kłamstwo , nic więcej . Przecież nikt o zdrowych zmysłach , nie zatrudni do siano kosów „bezrobotnego strażaka” , który żyje wtedy i tylko wtedy gdy wszystko wkoło trawi pożar .

    OdpowiedzUsuń
  7. Idiokracja . Idiokracja to film z 2006 roku . Kto oglądał to współczuję , kto nie oglądał tego zachęcam do obejrzenia z całego serca … a potem … współczuję . Rzecz , ujmując krótko, film opowiada o zamrożeniu prostytutki i żołnierza/lesera na kilkaset lat i ich zdziwienie po hibernacji . W brew obietnicom „naukowców” , „wizjonerów” i innych marzycieli , świat roku 2505 jest po prostu kwintesencją zidiocenia . Takim to sposobem dzisiejsi przeciętniacy staja cię wybitnymi geniuszami przyszłości . Oglądając to „dzieło” kilka lat temu , miałem jedną i pewną na 100% myśl – ja tego nie dożyję … to pewne . O jak przewrotny bywasz losie !!! Czy to na wskutek jakiś aberracji czasowych czy z innego mi nieznanego powodu dożyłem czasów idiokracji . "Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu" . Tak ja wiem ,że to powiedział Lem i ja wiem ,że nie chodzi to tylko o Internet . Problem jest na chwile obecną daleko większy niż np. popisy tzw. „polityków” przed tzw. „wyborcami” i innych „idiotów” wg. Lema . Problem , tak jak w idiokracji ,tyczy , być lub nie być „polityków” i ich potomstwa , i „idiotów” i ich potomstwa . Krótko mówiąc, problem tyczy już przetrwania całej tej histerycznej i kierującej się emocjami rasy . Histerią , paniką ani bezmyślną egzaltacją nic się nie wskóra . Wiadra bzdetnych sloganów , obietnic rzucanych jak bajki Brzechwy ani zaklinanie nic nie dadzą . Jest źle . Ale co ma to do wyżej wspomnianego filmu ? Ano ma i to sporo . By pojąć ,że żyjemy w czasie idiokracji należałoby zweryfikować ten „raj” dla „idiotów Lema”. Otóż po 30 latach „demokracji” pełnej obietnic raju i wolności , po 30 latach konsumpcjonizmu opartego na haśle „musisz to mieć” , po 30 latach doszliśmy do skutku chyba raczej odwrotnego . Ja mam gdzieś tzw. „politykę” i tzw. jej „wyborców” . Ludziska chcą polityczne show , to mają . Chcą igrzysk na obietnice i hasła , to mają igrzyska. Czcze emocje bez pokrycia .Widocznie , na nic innego nie zasługują jak im to wystarcza . Problem jest większy . Oto narodziła się nowa moda … Eko moda . Ja nie jestem przeciwnikiem ekologii . Jestem przeciwnikiem bublo logii i sprzedawania śmieci pod szyldem „eko” lub „bio” . Ekologia jak wszystko na czym można zarobić , stała się niezłym źródłem gotówki . Postarzanie produktów to już norma i na nic się zdały ostrzeżenia ,z ust prezydenta Francji , że jest to gwóźdź do trumny . Zawyżanie parametrów sprzętów wszelakich to standard . CDN

    OdpowiedzUsuń
  8. . Lecz co z eko modą , zdejmująca z barek odpowiedzialność za wszechobecny syf . Stwierdzenie - „Ja jestem „eko” , jestem „bio”… mam alibi , i cały szacun dla mnie …” na nic się nie zda . To nie era domków z gliny i drewnianych wozów zaprzęgniętych w woły . To czas pseudo dogmatów i sloganów bez treści … Przykład ? Natknąłem się na stwierdzenie … Eko rower – rower elektryczny … normalny rower jest nie eko…? Samochód hybrydowy – czyli pojazd spalinowy i elektryczny w jednym . Ile poszło energii by wyprodukować to bublo „cudo” … fakt celowo pomijalny. Jaka jest jego żywotność – zachęcam do sprawdzenia w Internecie . Elektryczność z paneli solarnych … tak w Afryce , Australii i w Papui nowej gwinei , ale w Polsce zimą ? Jaka jest sprawność tych urządzeń ,zachęcam do sprawdzenia w Internecie . Ja nawet nie wspomnę o wykonaniu i jakości sporej większości lampek „eko” i jej żywotności np. w ogródku . Spora większość pada po kilku deszczach , lub „dobija” je … słońce. Z lampami LED nie jest lepiej . Mimo zapewnień o mega trwałości , w porównaniu w danymi na opakowaniu , dość szybko padają . Nie przytoczę przykładów jak „eko modę’ wykorzystuje przemysł spożywczy . Przy czym nie mówię , życie ekologiczne jest złe . Piszę tylko to ,że moda z jej natury służy do zarabiania ,a samo realne „eko życie” nie wiąże się z kompulsywnym kupowaniem nowych „eko gadżetów” i epatowaniem nimi przed samym sobą , lub innymi. Przy czym pojęcie „śladu środowiskowego” jest pojęciem mało używanym . Nikt raczej też nie jest świadomy ,że by cała ludzkość spełniła swój „amerykański sen” , potrzeba by było jeszcze około pięciu takich planet , bliźniaczych jak ziemia . Chodzi tu o surowce do stworzenia tego snu , jak i miejsce zwałki śmieci by mógł on trwać . Przez surowce należało by pojąć nie tylko samochody , domy , quady , RTV , AGD i inne , ale też paliwa i energie elektryczną … wszystko , od srajtaśmy do pick-upa z silnikiem V8 6000ccm. Reklamy , sieci sklepów , markety , promocje i bilbordy , żadne z nich nie spyta ciebie człowiecze –„ czy tak naprawdę musisz to mieć ?” … Przecież te postarzane buble trzeba gdzieś zrobić , wyprodukować i w cos opakować . Trzeba je przewieść i rozwieść . Gdzieś je sprzedać i komuś. Kogo obchodzi smog w Pekinie ? Marynarz i kierowca tez musi zarobić , a uśmiech sprzedawcy jest po prostu bezcenny . Co prawda recykling leży , ale kreci się ta „eko moda” z konsumpcjonizmem w tle. Banki się cieszą , kredyty się kręcą i jak tu nie powiedzieć ,że homo histerikus nie żyje tu i teraz ... Należało by powiedzieć że żyje nie tylko tu i teraz , ale żyje od kredytu do kredytu i od zakupu do zakupu . Ot taki rozwój wsteczny . Na wysypisku śmieci w Afryce można znaleźć zniszczone obudowy monitorów , z logo organizacji ekologicznych a oceaniczna plama śmieci rośnie . Grunt żeby było więcej i taniej …? Reasumując . Gdy pralkę , lodówkę lub coś innego , po upływie gwarancji trafi szlak , a naprawa jest nieopłacalna , to znak ,że miałeś/miałaś ja właśnie tyle i tylko tyle używać. Więc gdy rano zrobisz sobie kawę czy herbatę i sięgniesz do szuflady po łyżeczkę po prababci , by nią pomieszać w kubku , wiedz ,że oto trzymasz w reku rzecz tak eko , że wszystkie inne reklamowane szeroko „eko cuda” , nie umywają się do niej , nawet w szczątkowym procencie

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzisiejszy Rzym . Jest taka strategia - „Dziel i rządź” . Ale co ona oznaczają i skąd się wzięła ? Dziel i rządź (łac. divide et impera) – stara i praktyczna zasada rządzenia polegająca na wzniecaniu wewnętrznych konfliktów na podbitych terenach i występowaniu jako rozjemca zwaśnionych stron . Ciekawe , ale czy dzisiaj mogła by ona funkcjonować i spełniać swoje zadanie ? Jak poróżnić społeczeństwo tak , by wściekłość na swój los ,przelało na konflikty w pracy i rodzinie . Jak podzielić społeczeństwo homo histericusa , by bez namysłu kłóciło się i miało przy tym nieodparte wrażenie wolności ? Przecież każdy „władca” wie że najgorszy jest gniew ludu i to tego ludu zwartego i spójnego. Jak więc sprytnie „dać ludziom głos” by spuścili „parę” i zwalili całą winę , za wszechobecny „syf” na np. sąsiada . Oczywiście przykładowy sąsiad musi być w tym samym położeniu i zwalić odpowiedzialność za cały syf na …. nas . Piramida społeczna , nie bez przyczyny nazywa się piramidą bo piramidą jest .Jak zatem zrobić podział wewnątrz społeczeństwa tak by ta piramida była podzielona ? Oczywiście z historii wiadomo ,że podział na górę i dół , rodzi klasowość i często źle kończy się dla jednych i drugich . Krótko mówiąc , dół obala górę i zaczyna tak zwanie… „rządzić” . Rewolucje , bunty i przewroty , to znamy . Jak stworzyć więc podział , który każdy zna , jak z własnego stada/rodziny , pracy itd. i jest nim tak przesiąknięty ,ze jest to jego „chleb powszedni” lub powietrze ? Jednostka musi przyjąć taki podział jako normę . Jej wewnętrzne sprzeczności , musi „wylać” na zewnątrz i nie zauważyć przy tym bezsensu tegoż działania ani dzisiaj ani dalszej perspektywie . W rzeczywistości separacji, integralność stadna homo histericusa jednak musi trwać i to nieprzerwanie . Jak podzielić piramidę ,gdy opcja klasowości odpada i należy dać też ułudę równości , która to równość przecież ludzkości jest obca . Odpowiedź jest banalnie prosta . Trójkąt można podzielić tylko na dwa sposoby . Gdy narysujemy prostą prostopadłą do podstawy otrzymamy trapez na dole i trójkąt na górze . Trapez spuści łupnia trójkątowi , wznosząc przy tym szczytne hasła . Pochodnie w dłoń , widły w garść i w ruch pójdą gilotyny … to już było . Ale co by było gdyby ten trójkąt walnąć od samiuśkiej góry do samiuśkiego dołu ?A jak za mało , to walniemy jeszcze jedną … od samiuśkiej góry , do dołu ale tym razem … troszkę w prawo od poprzedniej . O , i jeszcze jedną , ale teraz po „lewicy” ja damy . Był jeden trójkąt a mamy cztery !!! Cud , panie … prawdziwy cud . Nie ma żadnych trapezów z pochodniami i widłami w rekach i gilotyny w muzeum bezczynnie stoją . Ktoś by się spytał „ale co wtedy gdy trójkąty się pokłócą” ? A kogo to obchodzi … nazwie się to … wojna domową czy coś takiego i po sprawie . każdy przecież ma jakiś ferment w rodzinie i „jakoś idzie ośle … jakoś idzie” , a to chyba jest najważniejsze . Każdy dobry hodowca ci powie - „stado jest najważniejsze” . Każdy zna to z rodziny/stada , wiec po co zmieniać utarte odruchy . Przecież każdy wie ,że „moje jest mojsze” nawet gdy się nie sprawdza na dłuższą metę , nawet gdy zbyt często zawodzi i nawet wtedy gdy cena jest naprawdę wysoka . I tak wszystkie wybory dokonujemy w oparciu o to , co już dobrze znamy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawo Kalego . Prawo Kalego , zwane także moralnością Kalego to fajna sprawa … jest . Jak ono brzmi ? Ano by oszczędzić czy to klawiaturę czy tez zmęczone zwoje mózgowe dam cytat „ Można więc powiedzieć, że dzieci wysysają prawo Kalego z mlekiem matki, a nawet ojca.
    „Gdy Kali ukraść krowę, to dobrze, gdy Kalemu ukraść krowę, to źle”, na tym polega prawo Kalego, które często bywa fundamentem działania. Znaczy to: „Czyń drugiemu, co tobie niemiłe”, całkiem inaczej, niż głosi katechizm. Istnieje wielkie Kali i małe Kali. Małe obejmuje pojedynczych oszustów, wielkim zainfekowane są instytucje, firmy, rady nadzorcze, banki i inne spółki…” . Ale czy to jest najprawdziwsza prawda , że cywilizacja ta (homo histericus) mogła powstać na prawie Kalego i to tylko to prawo stało u podstaw jej powstania i … obowiązuje dalej , jak gdyby nic ? Oznaczało by to zatem ,że nie tylko nazwa powinna brzmieć homo histericus Kali , ale co gorsze prawo Kalego , obejmuje zatem wszystko i przejawia się w każdym działaniu , każdej jednostki w tej rzeczywistości . Każdej jednostki to raczej sporo za sporo , wchodzą w ten wachlarz nie tylko instytucje ale także „kochające” mamusie i „kochający” ojcowie … ja naprawdę nie wiem jak dogłębniej skomentować powyższy cytat … Ja osobiście wale fakt , że gdy nauczyciel wymaga zrozumienia lektury „wół minister” a sam jara się wyborami co cztery lata to jest to zwykły debil , nie istota myśląca i sam nie rozumie co czyta . Ja walę oddawanie „władzy” ludziom z ulicy , bo prawem większości czekam aż psy dostana jakims sposobem prawa wyborcze i wszyscy będą żreć pedigripala z blaszanych misek i szczać , srać na trawnikach . Ja mam gdzieś hierarchów kościelnych , głoszących równość , gdy samo słowo hierarcha zaprzecza słowu równy . Ja nawet wale to ,czy ktoś to zrozumie , czy tez nie ,że w rzeczywistości separacji takiej jak ta , każda strategia , podstęp lub oszustwo jest usankcjonowane przez sporą większość . Kto zrozumie „Kalego w sobie” ten zrozumie i już … nic więcej . Ja , czy to z racji wieku , czy zmęczenia , walę rzeczywistość Kalich … choć gdyby jakimś sposobem , psy jednak uzyskają prawa wyborcze , temat prokreacji odbywającej się na trawnikach przed blokiem , będzie dla mnie ciekawą obserwacją …


    PS. Link do strony z cytatem .
    https://www.tygodnikprzeglad.pl/prawem-kalego/

    OdpowiedzUsuń
  11. ps.2Test ,źródłowy z linku radziłbym jednak odpolitycznić , choć przy okazji można zaobserwować w nim wszechstronność użycia i właśnie upolitycznienie „prawa Kalego” .
    ps3. Bo stara zasada pszczół głosi :"daj wypowiedzieć się idiocie , a idiota udowodni , że niewątpliwie jest idiotą , a na sam koniec będzie z tego faktu(bycia idiotą) wybitnie usatysfakcjonowany , bo bycie idiotą to wszystko co potrafi idiota ,i wygrywanie na idiotyzmy to jego całe jestestwo." - moje wtrącone i bez żadnego kontekstu .

    OdpowiedzUsuń
  12. Prawdy , kłamstwa i głupoty . Jest rzeczą dziwną , jak bzdura powtarzana staje się bzdurą ogółu , żyjąc tym samym własnym bzdurnym „życiem”. Czy teza niejakiego J. Goebbelsa ; „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” , jest cokolwiek prawdziwa ? Otóż jest to bzdura , gdyż kłamstwo nie może stać się prawdą . Zgodnie z logiką , zdanie to powinno brzmieć –„„Kłamstwo powtórzone tysiąc razy , staje się powtórzonym tysiąc razy kłamstwem , a czy ktoś w to kłamstwo uwierzy czy nie , to jego sprawa … i sprawa kłamiącego”.
    Ludzkość żyjąca sloganami prosto „z dupy” , nie zadaje sobie nawet trudu zweryfikowania ich treści i sensu . Łatwiej żyć zastana głupotą niż próbować sprostować „zastane” debilizmy , tak chętnie głoszone przez spora większość . Np. pojecie „szanuj i czcij matkę i ojca” jest giga kalamburem , gdyż pojecie czci stoi w opozycji do szacunku . Czczenie polega na bezkrytycznym wywyższaniu przysłowiowego ojca i matki . Na szacunek trzeba sobie jednak zasłużyć , a nie tylko „być” . Gdy szanuje się kogo , można i należy zawracać uwagę na błędy , bo nikt nie jest idealny . Jaka jest zatem różnica ? Na zwrócenie uwagi , osoba czczona raczej się obruszy , bo czczenie ma w standardzie . Najprawdopodobniej nawet nie umie ona, ani szanować kogoś , ani nawet siebie nie szanuje . Osoba szanowana , w układzie wzajemnego szacunku , gdy popełni błąd , będzie miała za złe , że ktoś to zauważył i zostawił tę wiedzę dla siebie . Przecież ona wie że błąd to strata , a osoba zatajająca ten fakt , może mieć przecież jakieś swoje „chorobowe problemy z głową” lub inne niecne zamiary . Jakby to powiedział Albert Einstein. –„„Jeśli ktoś nie dba zbytnio o prawdę w sprawach drobnych, nie można mu ufać w sprawach istotnych.” . Co gorsza większość , Pseudo prawd , przekonań i przesądów jest wykorzystywanych do manipulacji masami . Tak to, np. gdy , w święto państwowe , reporter pyta przechodniów na ulicy „ co rozumiej przez hasło – patriotyzm , ja jestem ciekaw , dlaczego nie pyta prezydenta , ministrów i posłów . Przecież , fakt zajmowania pozycji nawet wysokiej , w tzw. polityce , nie oznacza z automatu bycia patriotą …. Albert E. powiedział :„Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.” , ale czy człowiek współczesny jest głupi , czy raczej szalony ? Głupota to pustka , która można jednak zapełnić i zawartość jej zweryfikować . Gdy spotkają się jednostki z jakimiś informacjami , wymienia się one nimi i ich głupota się zmniejszy . Ich „baza danych” rozrasta się i nie ma oporów przed nowymi danymi . Z czasem staną się mądrymi , a zamiast kłótni preferowana jest konstruktywna weryfikacja faktów . Cdn.

    OdpowiedzUsuń
  13. C.D . Człowieka należało by zatem uznać za szalonego , gdyż opór wewnętrzny jego jest gigantyczny a weryfikacja raz przyjętych kodów to wewnętrzna wojna i emocjonalny „Sajgon” , czyli „krwawa” jatka . A przecież nie od dzisiaj wiadomo ,że „Tylko idiota może robić to samo i liczyć na inny efekt." (A.E) . Dla tych co spróbują uciec , na skróty, od kodów i kododawców , ostrzeżenie też się znajdzie – „Nie uciekaj przed sobą. To o czym myślisz i tak Cię dopadnie.”(A.E) . Przesądy , półprawdy i kłamstwa to wielka siła . Nie zweryfikowane , przekazywane jako prawda absolutna mają własną wielka moc , tych co w nie uwierzyli . Może dlatego Albert powiedział , „Cóż za smutna epoka, w której łatwiej jest rozbić atom niż zniszczyć przesąd . Może zatem, dlatego jest taki wszechobecny syf i tryumf wszechobecnej „kiły umysłowej” , a „Problemem naszego wieku nie jest bomba atomowa, lecz serce ludzkie.”(A.E) . O ile nie czepiał bym się zbytnio mięśnia pikawkowego , zwanego sercem, to myślenia człowieczego już tak . Czy zatem warto marnować czas na bzdetne gówno prawdy wylewające się zewsząd ? Nawet w zwrocie „Hitler rozpętał wojnę” , jest zawarta bzduro/manipulacja . Hitler , nawet gdyby dotarł do granicy i ja przeszedł , dostał by cepem lub kłonicą po łbie , od chłopa z przygranicznego folwarku , i skończyło by się jego wojowanie . Pojecie powyższe jakoby to sam Hitler , bez pomocy nikogo rozpoczął wojnę, ma za zadnie , umniejszenie czynnika ludzkiego w tym „przedsiębzięciu” . Najlepiej zawsze jest zrobić kozła ofiarnego z jednostki lub małej grupy osób. Przetłumaczone z „histerycznego” na logiczny , stwierdzenie to ,powinno zatem brzmieć – „durni ludzie , zwani Niemcami , pod kierownictwem szaleńca Hitlera , którego sami sobie wybrali na wodza , rozpoczęli wojnę , ale nie udało się im jej wygrać”. Każdy bowiem wie ,że gdyby im się udało wygrać , nie było by problemu , bo zwycięzców się nie osądza . Albert E. tak to ujął : „Jeżeli moja teoria względności okaże się słuszna, Niemcy powiedzą, że jestem Niemcem, a Francuzi, że obywatelem świata. Jeśliby miała się okazać błędna, Francja oświadczyłaby, że jestem Niemcem, a Niemcy, że jestem Żydem.”
    Biorąc pod uwagę fakt , że „Nasze położenie na tej Ziemi wygląda osobliwie, każdy z nas pojawia się mimowolnie i bez zaproszenia, na krótki pobyt bez uświadomionego celu.” , może warto się zastanowić czemu i po co dajemy czemuś wiarę i kto na tej wierze realnie skorzysta.

    cytaty– Albert Einstein(A.E)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hierarchia , głupota i szaleństwo . każdy choć trochę myślący człowiek zadał sobie pytanie , dlaczego ani komunizm , ani socjalizm , ani też tezy niejakiego Jezusa nie zadziałały i raczej nie zadziałają na wieka skalę . Tzw. blok wschodni , czy Korea zwana komunistyczną , obrały i tak formę totalitarną a kościół katolicki ze swoimi „osiągnięciami” ,ze świętą inkwizycja jako wisienką na tym „torcie” , tez bardziej przypomina demoniczna instytucję niż odzwierciedlenie czystego dobra , równości i miłości . Dlaczego to wszystko nie wyszło ? Bo człowiek , ze swej natury jest jednostką na wskroś hierarchiczna i musi pokazać kto jest „debeściakiem” …. Musi pokazać to … sobie , napędzany wewnętrzną pustką 24h/dobę . Ta rzeczywistość jest tak na wskroś hierarchiczna , że jakakolwiek równość jest po prostu niemożliwa . Hierarchia , w domu , w mieście , pracy i zagrodzie . Cywilizacje tworzą jednostki wybitne , obalają nią sitwy pół mózgów chorych na władzę , prawie zawsze obalając , lub inaczej osuwając od władzy tych pierwszych . W tzw. demokracji jest fajniej . Przegrany ma za zadanie zadekować się na cztery lata .. np. w spółce skarbu państwa , z bajońską pensją i wyskoczyć jak królik z kapelusza po tym okresie …. z gigantyczną odprawą w kieszeni. To nazwano polityczna odpowiedzialnością . Wracając do meritum . W rzeczywistości hierarchicznej , żadnej równości nie było , nie ma i nie będzie . Korea nie jest komunistyczna tylko totalitarna , a komunizm to synonim biedy i manipulacja słowna masami . Kościół , głoszący równość i miłość , jak sam o sobie mówi , jest hierarchiczny i o ile Jezus miałby zgryz gdyby go całować po rekach … papież i cały kler ,poddańczość ludu ma w pakiecie. „Mnie to rybka” , chcecie całować faceta po rekach … ba , nawet , w dupę go całujcie .Może winy wasze wam odpuści? Kto jemu odpuści … „lotto mi to”. W ogóle z tym bogowaniem i „bóstwowaniem” w tej hierarchicznej rzeczywistości jest mocno „nie halo” . Niby wiem ,ze ludy pierwotne ze wszystkiego czego nie znają potrafią zrobić „bóstwo” , a jak się jeszcze boją tego czegoś ,to całkiem duże bóstwo im wychodzi. Potem „ta wiara” przechodzi z ust do ust i pokolenie na pokolenie , rozrasta się lub upada . Zastąpiona przez inną , czy to z powodu wojen religijnych czy po prostu pragmatyzmu polityczno społecznego , a ma nic gorszego niż podziały religijne w społeczeństwie . Ktoś w końcu krzyknie„z Jezusem na ustach , z biblią e ręce , rozpalmy stosy dla innowierców” i poszły konie po betonie . Grunt ,ze w kupie siła , hasło „wierny i oddany jak pies” można przypisać , jak ulał np. opętanemu z nienawiści „mocherowi” . Wszystko to w imię chrystusowej miłości . Gdy dojdzie więc „krwawej konfrontacji miłości” , na miejsce jednej struktury hierarchicznej , postaje druga . Bo problem tej rzeczywistości jest taki , że żaden układ równościowy nie wyszedł nawet z „fazy projektu”. Zanim mógł on zaistnieć ,już był tylko pożywką dla wszechobecnej hierarchii . To nieważne , pod jakim szyldem lub hasłem ,trwało to hybrydowe , równościowo/hierarchiczne gówno . Rasa homo histericus , nie rozumie pojęcia równości ani szacunku . Brakujące ogniwo teorii Darwina ma zbyt dużo ze zwierzęcia , by zanegować ideę stada i wszystko przerobi na „własną” modłę . cdn

    OdpowiedzUsuń
  15. Cd . Napędzane strachem , zbyt bardzo boi się wykluczenia z grupy . Czując się „niepełnym” i ‘wybrakowanym” , bazując na zastanych kodach i strategiach , przyjmuje je jako własne , nie umny tego , że niczego nowego nie wymyślił w swoim funkcjonowaniu . Nie wie ,że wszystko co uważa za „swoje” już było . Takim to sposobem , jeden odrzuca jakiś model lub strategie , ale gdzieś indziej dla kogoś innego , ten sam model i ta strategia jest nowa , odkrywcza , i „najlepsza”. Wymieniają się wiec , ludeczkowie , bezwiednie i nieświadomie , „przezutymi prawdami” i „przetrawionymi mądrościami”, w pogoni za tzw. szczęściem . Nawet w do głowy by im nie przyszło to ,że to szczęście , przy tak „lewarowanej” rzeczywistości to zestaw , który ma ją zrównoważyć . Gdyby zatem układ ten porównać do wagi , szczęściem byłby zwykły odważnik , równoważący szalki właśnie tej wagi. Wracając do hierarchii . Nie jestem przeciw hierarchii ani za . Układ jak układ . Mówię tylko o prawie do zaboru , sile zaboru i przestrzeni zaboru , by trwać w „iluzji równowagi” . Hierarchia jest tu tylko , strategią wynikającą z zastanych „danych technicznych” , tej a nie innej rzeczywistości . Tak jak strategia polowania czy instrukcja obsługi . Ale do jakich samobójczych przedsięwzięć , można się posunąć w pogoni do szczęściem ? Jak można siebie i innych zeszmacić by być w równowadze ? Przecież np. polityk to tez człowiek , ale co z siebie zrobił , zrobi i do czego jest zdolny by być tym czymś co pokazuje innym . Jak człowiek , nazwany przez siebie myślącym jest w stanie samo okaleczyć siebie i innych by , postawić na „swoim” . By być „akceptowanym” i „kochanym” . Nie chodzi tu tylko o silikonowe cycki i karpia na gębie , tak jest wszędzie i pod wieloma ukrywa się czynami , słowami i myślami . Gdy w systemie hierarchicznym szaleńcy , wybierają szaleńców , powstaje bardzo niebezpieczny układ , gdzie szaleństwo jest samonapędzającą się maszyną , której w pewnym momencie nie da się zatrzymać . Tak jest na chwile obecną a co przyszłość pokaże zobaczymy.

    PS. Jeszcze jedno . Żyjemy w rzeczywistości odwróconej , gdzie jak jeden gość powiedział , pierwsi będą ostatnimi a ostatni pierwszymi . Na to stwierdzenie , jest wzór matematyczny i zasada …krótko , bez rozpisywania - Im mniej chcesz od życia tym , mniej substytutów szczęścia/siebie (istotne) potrzebujesz , w rzeczywistości gdy jest się oddzielonym/niepełnym. Co zatem jest substytutem „szczęścia” - rzecz , wiara , człowiek/rodzina , zwierzę , władza , kariera … itp. itd. – wszystko co nas zewnętrznie spełnia lub współ spełnia. Człowiek , który jest w równowadze bez substytutów jest z tych pierwszych lub ostatnich , jak kto woli . Punk widzenia bowiem zawsze zależy od punktu siedzenia . Ani nie wywyższam pierwszych , ani nie uniżam drugich , po prostu wiem, że jedni z drugimi się po prostu ni jak nie dogadają .

    OdpowiedzUsuń
  16. wampiry emocjonalne: rodzaje i odmiany


    Nie rozpoznasz go po bladej, porcelanowej skórze. Gdy dotkniesz jego ręki, nie poczujesz chłodu. Nie będzie miał charakterystycznych, zaostrzonych zębów, ani czerwonych oczu. Bez większego szwanku zniesie kąpiel w promieniach słońca, a nawet oblanie wiadrem święconej wody.
    Wampir emocjonalny – jeżeli chcesz go rozpoznać, wiedza zaczerpnięta z wierzeń i baśni (tudzież sagi „Zmierzch”) na nic Ci się nie przyda. Musisz nauczyć się obserwować ludzi wokół siebie i dostrzegać subtelne znaki. Bowiem wampiry emocjonalne są znaczniej bardziej powszechne niż myślisz. Są również naprawdę niebezpieczne.

    Nie bez powodu nazywani są wampirami. Wspólną cechą ludzi tego typu jest zdolność wysysania energii ze wszystkich, z którymi wejdą w bliższy kontakt. Im bardziej intymna relacja z wampirem emocjonalnym, tym mocniej czujesz jego destrukcyjny wpływ. Wampir jest mistrzem wywoływania niepokoju i negatywnych emocji u innych ludzi. Żywi się nimi i przegląda w nich jak w lustrze. Dlatego właśnie stale musi znajdować się w centrum uwagi, nie znosi samotności, bo w samotności nie istnieje.
    Pierwszym sygnałem dla Ciebie może być to, że czujesz zmęczenie, spadek energii, ból głowy lub zwykły smutek w wyniku przebywania z taką osobą. Być może dzieje się tak od lat, a Ty nie umiesz dostrzec emocjonalnego wampira w bliskim Ci człowieku. Nic dziwnego, nie jest to takie proste. Wampiry są skrajnie różnorodne, a niektóre z nich świetnie się maskują.
    Jeżeli więc podejrzewasz, że ktoś z Twojego otoczenia podstępnie wysysa Ci energię, sprawdź czy pasuje do jednej z poniższych kategorii...

    Ciag Dalszy na http://www.alchemiakobiecosci.com/wampiry-emocjonalne/

    OdpowiedzUsuń